Susz Triathlon 2018 okiem kibica- niedziela

Piszę to teraz i wspominam wszystko co się wtedy działo i w sumie to sama nie dowierzam w to co sobie przypominam :D Nastawiłam budzik na 6:00, żeby na 7 być w kościele a na 8 na plaży przy lini startu... Spałam więc wtedy tylko jakieś 5 godzin, a jak na mnie to jest chyba mało 😏
Dodatkowo pogoda w stosunku do tej sobotniej naprawdę się pogorszyła. Od rana padało, raz mocniej raz słabiej, a raz w ogóle. Czyli tradycyjnie, polska pogoda sama nie wie na co się zdecydować 😂

Ubrani w bluzy i wiatrówki zjawiliśmy się chwilę przed 8 tuż przy starcie, zwarci i gotowi na kibicowanie. Wprawdzie z parasolem w ręku ale co tam 😃 Trzeba być przygotowanym na wszystkie wybryki Szanownej Pani Pogody 😄.
Może jak przypiszę jej ten lordowski tytuł to zacznie być miła 😁

Oprócz porządnego kibicowanie w planach było również zrobienie sobie fotki i zdobycie autografu od Pana Jurka Górskiego, jak się przekonałam naprawdę świetnego faceta:)
A to wszystko nie było wcale takie proste, ale opiszę to w dalszej fazie, albo w dalszej części- tak, część zdecydowanie lepiej brzmi 😁

Tego dnia podobnie jak w sobotę oglądaliśmy start pływania, po czym przenieśliśmy się na odcinek  na którym zawodnicy dosiadali swoje "rumaki" i ruszali na trasę kolarską. Staliśmy tak przy barierkach patrząc jak rozpędzając się zakładają jednocześnie buty i zaczynają ściganie. W wyścigu brało udział kilku moich znajomych więc uporczywie starałam się ich wypatrzeć i krzyknąć coś co doda im otuchy... Ale tak stoję, patrzę, szukam, wypatruję i nic. Tego nie ma, tego nie ma. Mówię, co jest?! Zrezygnowali?! Czy Szanowna Pani Pogoda wystraszyła Ich na tyle, że stwierdzili, że to jest gra nie warta świeczki? 
Na szczęście nie ;) Jak się później okazało nie jest wcale łatwo rozpoznać ich w tych kaskach czasowych z wielkimi szybkami, leżących w pozycji aerodynamicznej, na swoich lekko mówiąc niezbyt tradycyjnych rowerach. 

I jakby sobie tak wyobrazić sytuację prostego człowieka, który kompletnie nie jest zaznajomiony ze sportem i kompletnie nie wie z czym to się wszystko je, ale przypadkiem zobaczy ścigających się czołowych zawodników, pędzących na swoich czasówkach, to może zadać sobie kilka bardzo ciekawych pytań związanych z tym wszystkim. Na przykład:👇

"To nadal sportowiec, czy może już kosmita?" 😂

Do przejechania mieli jakieś 90km. Więc w międzyczasie przemieściliśmy się na inny odcinek trasy, tuż obok jednego bufetu. Swoją drogą bardzo sprawnie im to wszytko szło. Bufet rozstawiony był obok lokalnego spożywczaka, wolontariusze ustawieni jeden obok drugiego podawali napoje i batony krzycząc przy tym naprzemiennie:
-woda!
-izo!
-baton!
-woda!
-izo!
-baton!
Włączył się w to nawet "wesolutki" Pan spod sklepu i wtedy wyglądało to tak:
-woda!
-izo!
-baton!
-wóóódeczka

Raz lało mocniej, raz słabiej,przy mocniejszych opadach poszliśmy odsapnąć i wciągnąć coś do jedzenia. Ale bezsensownym byłoby tracenie z oczu całego wyścigu więc w tle koniecznie musiała lecieć z laptopa relacja na żywo😁

Na całej trasie było mokro, co mocno przyczyniło się do wielu kraks, czy innych defektów.
Stoimy patrzymy, leci jeden rozpędzony, zapatrzony nie wiadomo gdzie... I mu krzyczą:
-Zwolnij! W prawo! Ostro w prawo!
A ten prosto... I sru, sru dwie dętki przebite. Dobrze, że tylko tak skończyło się spotkanie z niewinnym krawężnikiem;)

Na biegu wyszło nareszcie łaskawe słońce i towarzyszyło tym szybszym podczas półmaratonu. Później się oczywiście zbuntowało i Ci wolniejsi, ale bez dwóch zdań równie bardzo zasłużeni musieli już kończyć zawody w ukochanym deszczu...

Sytuacja na mecie, identyczna jak podczas sprintu. Czyli: głośno i wesoło! Tylko momentami gdy z nieba lała się ta beznadziejnie beznadziejna woda to trybuny trochę pustoszały, ale zaraz znów się zapełniały.. Taka sytuacja😃

Dodatkowo komentatorem całych zawodów był Pan Jerzy Górski.. Moim celem była fotka i autograf z Nim. Raz Pan Jurek znajdował się w strefie zamkniętej, wyłącznie dla zawodników, raz poruszał się po niedostępnym dla kibiców pomoście. A jak już wychodził na plażę, to nagle okazywało się, że jest nie po tej stronie co my 😁 I weź tu teraz się przepychaj przez te wszystkie barierki i ochroniarzy, lataj okrężną drogą jak zaraz i tak wróci do namiotu... 😂
Koniec, końców wszystko się udało i cel został zrealizowany, przecież nie mogło być inaczej 😎



Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem tak zorganizowanej imprezy. Za dużo może jeszcze w życiu nie widziałam, ale żadne zawody na jakich byłam, nie dorastają nawet temu triathlonowi do pięt, kurczę nawet do połowy pięt nie dorastają. 
Nazywajmy więc nadal Susz stolicą triathlonu, gdyż to tam w te kilka dni jest centrum wszechświata i wszystko kręci się wokół pozytywnie zakręconych!

Komentarze