Zapowiadał się świetny weekend, tylko pogoda gdzieś pobłądziła i nie chciała z nami współpracować. Czasem ciemno, trochę zimno, prognoza pogody pokazuje, że chmury pękną i nawiedzi nas tak bardzo znienawidzony przeze mnie deszcz. Ja to ja, kibice to kibice. Ale zawodnicy... Nastawieni na walkę z rywalami i ze swoimi słabościami, gotowi na bicie rekordów życiowych, każdy przyjechał tu ze swoim własnym celem. A pogoda zwyczajnie nie chciała ułatwiać sprawy.
My triathlonową imprezę zaczęliśmy od piątkowego koncertu Margaret, który zwiastował świetną atmosferę tego wydarzenia... Sporo ludzi... Jeden tańczy, drugi się lampi, trzeci sączy piwo, czwarty nuci jakby znał ten utwór. Każdy coś..
Ale i tak było fajnie, bo fajnie to w sumie bardzo modne i ogólnikowe określenie pod którym kryje się wiele innych, ciekawszych epitetów, ale co tam.
Ale i tak było fajnie, bo fajnie to w sumie bardzo modne i ogólnikowe określenie pod którym kryje się wiele innych, ciekawszych epitetów, ale co tam.
W sobotę rano startowały aquathlony, na których się nie pojawiliśmy w myśl zasady, że "trening musi zostać odbyty". Spóźniliśmy się jeszcze przez to na MP kobiet, no ale coś trzeba było wybrać 😞
Korzystając z okienka pogodowego i przyświecającego lekko słońca ruszyliśmy na objazd trasy Suskiego Mtb Maratonu, na którym w tym roku oczywiście się pojawię.
Korzystając z okienka pogodowego i przyświecającego lekko słońca ruszyliśmy na objazd trasy Suskiego Mtb Maratonu, na którym w tym roku oczywiście się pojawię.
Niezbyt zmęczeni, bo co to taka tam trasa po leśnych ścieżynkach, ani to się styrać ani spocić😂, wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na kibicowanie podczas dystansu sprint.
Ustawiliśmy się przy plaży, żeby mieć dobry widok na część pływacką i czekaliśmy na pierwszych zawodników wychodzących z wody..
Pocykałam trochę fotek, popatrzyliśmy jak męczą się przy zdejmowaniu pianek usilnie Im przy tym kibicując i zmieniliśmy swoje miejsce "pracy", przechodząc tym samym na trasę rowerową. Według mnie najlepszą część triathlonu. 👌
Usiedliśmy na krawężniku i się zaczęło... Jazda, jazda! Hop, hop! Kręcisz, kręcisz!
Zdzieranie gardeł podczas takich imprez to w sumie fajna sprawa 😂 Ustawiasz się przed podjazdem, patrzysz, że ktoś opada z sił, więc krzyczysz w niebo głosy, dodając mu otuchy i przekazując swoją energię niby nic nie znaczącym okrzykiem, a on zaczyna szybciej kręcić i posyła Ci ciężki do wydobycia w niektórych chwilach uśmiech, jakby podziękowanie:)
Na mecie też nie mogło nas zabraknąć więc czas na szybką zmianę miejsca i kibicowania ciąg dalszy. Ludzie z gwizdkami, łapkami, trąbkami, świetna inicjatywa! Każdy finiszujący otrzymywał wielkie owacje, aż strach się przyznawać, ale patrząc na to wszystko to samej chciałoby mi się wystartować w takim "trajlonie"... Może, może, ale może naprawdę może kiedyś 😂
Po południu pogoda nie była już tak łaskawa i obdarowała nas dość obfitym deszczem, który skutecznie utrudniał ściganie elicie mężczyzn. Doszło nawet do kilku niezbyt ciekawych kraks. No ale cóż.. Sport to przecież samo zdrowie 😅
Pod wieczór odbył się jeszcze koncert Andrzeja Piasecznego i tak zleciała sobota...


Komentarze
Prześlij komentarz